„Metaforyka słów miesza się z prostymi rymami, filozoficzne monologi ustępują pieśni, rwane kadry towarzyszą monumentalnej, oddychającej kuli wiszącej nad sceną. Słońce. Powietrze. Popiół w reżyserii Kalwat to spektakl z wybitnymi rolami Agnieszki Kwietniewskiej i Tomasza Lulka, ciekawym i tajemniczym Michałem Opalińskim, zdystansowanymi Michałem Mrozkiem i Janką Woźnicką. Dzięki nim jesteśmy w stanie przełknąć trudne tematy o samobójstwie, śmierci, odchodzeniu i żałobie. Słońce. Powietrze. Popiół dotyka nieskończoności i wieczności, opowiada o odcinaniu powietrza, zamieraniu i ciszy. O arii, która zabrzmi na koniec, o domu we wszechświecie, o wygasłych emocjach, o popiele, który zostanie po rozpadzie, o szeregu drzew, który nigdy się nie kończy, o mgławicy, kamieniu, o wchodzeniu w światło, o nieskończoności, o umieraniu słońca, o cykliczności życia i kosmicznym recyklingu wymyślonemu ku pokrzepieniu serc.”
„Katarzyna Kalwat w Teatrze Polskim w Podziemiu pokazała już, jak mistrzowsko połączyć słowo i jego formę z dźwiękiem i znaczeniem (Finnegans W/Fake). Jej najnowsze przedstawienie umiejscawia się gdzieś na skrzyżowaniu monumentalnej opery z awangardowym teatrem dramatycznym. To coś naprawdę wyjątkowego.
Spektakl powstał na podstawie najnowszego, niełatwego dramatu Elfriede Jelinek. Jego forma jest mocno rozedrgana, ulepiona z dialogów, monologów i fabularnych strzępów. Na treść składa się mieszanka współczesności, mitologii, ekologii i przyszłości. To starcie postaci–figur wziętych jakby z wyższego uniwersum, górujących nad ludzkością, Ziemią i jej losami. To dramat-ostrzeżenie przed nadciągającym końcem, aria-epilog opiewająca katastrofę klimatyczną. Centrum spektaklu stanowi Słońce, które zarówno warunkuje nasze życie, dzieli czas na odcinki, nadaje im bieg, ale Słońce (metaforycznie) czuje też zmęczenie, obojętność. Wiele nam daje, wiele nam może odebrać. Nadciągająca katastrofa wydaje się nieunikniona, choć spektakl opowiada też o mniejszych, bardziej osobistych tragediach (...) Kolejny raz gratuluję Teatrowi Polskiemu w Podziemiu odwagi, gdyż ich najnowszy projekt jest ambitny, artystycznie wysoki i oryginalny. Ale z taką reżyserką, ekipą i obsadą nie mogło się nie udać.”
„Zmęczone Słońce ma dość ludzi, którzy niszczą planetę. Gwiazda przestaje dawać ciepło i nadzieję. Zamienia się w oskarżyciela – wyśmiewa pychę człowieka i ostrzega przed nadchodzącym końcem. Kolejne odsłony prowadzą przez świat rozpadu natury, wypalonych emocji, żałoby i poczucia samotności. Ostatnia odsłona staje się niemal elegią dla ginącego świata, gdzie popiół symbolizuje kres naszej cywilizacji.
Kalwat pokazuje człowieka zagubionego i przestraszonego, który oddalił się od natury, a jednocześnie utracił więź z drugim człowiekiem, stara się jednak jakoś odnaleźć w świecie pełnym chaosu. Czy po tym wszystkim możliwe jest jeszcze ocalenie albo odrodzenie? Trudno nie pomyśleć podczas oglądania spektaklu o wojnach, kryzysach, pożarach, katastrofach, o których słyszymy niemal codziennie.
Agnieszka Kwietniewska gra z wielką siłą i wyczuciem rytmu. Świetnie odnajduje się w poetyckim materiale, łatwo przechodzi od ironii do rozpaczy, pokazując zmęczenie i lęk przed nadchodzącym końcem. Jej Furia przeraża i niepokoi. Tomasz Lulek gra delikatnie, ale sugestywnie – wzruszają szczególnie końcowe fragmenty z jego udziałem. To bezradny człowiek wobec nadchodzącej katastrofy. Michał Opaliński znakomicie operuje głosem i buduje postać momentami wręcz demoniczną. Dzięki wyrazistej grze Janki Woźnickiej i Michała Mrozka spektakl nie jest jedynie melancholijną opowieścią. Ich bohaterowie, prowadzeni mocną, ironiczną kreską, śmieszą swoją głupotą, ale jednocześnie przerażają, że tacy w istocie przecież jesteśmy.”
„Słońce. Powietrze. Popiół to wizualnie wysmakowana, pełna światła dystopijna epopeja o końcu świata, kresie, który spowodowany jest przez wywołaną przez ludzi, postępującą katastrofę klimatyczną; splatającą wizje powolnego umierania planety i odchodzenie w śmierć człowieka. Tekst Jelinek, w tłumaczeniu Moniki Muskały, posłużył tu do wieloznacznej performatywnej opowieści o sytuacji granicznej; gdy zabraknie powietrza, a słońce zamieni wszystko w popiół, by potem zgasnąć.
Aktorsko i muzycznie znakomite, choć bliższe awangardowej sztuce i filozoficznym rozważaniom, z pełnymi ironii bon motami ("Słońce przyciąga obcokrajowców", "Słońce to złoty rzeźnik").”
„Największą siłą przedstawienia pozostaje słowo. Tekst Jelinek w tłumaczeniu Moniki Muskały zachowuje swoją niepokojącą muzyczność i intelektualną drapieżność. Reżyserka nie próbuje go upraszczać ani wtłaczać w ramy klasycznego dramatu psychologicznego, co należy uznać za decyzję odważną i uczciwą wobec oryginału. Dzięki temu spektakl staje się nie tyle ilustracją tekstu, ile scenicznym rozwinięciem jego językowego konceptu.
Trudno odmówić przedstawieniu hipnotycznej siły wizualnej. Monumentalna kula słoneczna dominująca nad sceną staje się sugestywnym symbolem planety zmierzającej ku samozagładzie. Scenografia Philipa Bussmanna pozostaje chłodna, precyzyjna, a jednocześnie głęboko apokaliptyczna.
Ogromną rolę odgrywa również muzyka Wojciecha Błażejczyka – niepokojąca i organicznie spleciona z rytmem tekstu. To ona często podtrzymuje emocjonalne napięcie spektaklu.”